Czy wiesz, że: Zdrowe zęby to zdrowe serce!
Posted by Jarosław Grzelak in Ciekawostki, Artykuły
” Szorowanie zębów to dobry sposób na zabezpieczenie się przed zawałem i wylewem. Tak przynajmniej twierdzą dwa zespoły naukowców z Anglii i Nowej Zelandii.
Co szkodzi sercu? Otyłość, wysoki poziom cholesterolu, brak aktywności fizycznej, palenie. Teraz do tej listy trzeba dopisać nieświeży oddech. To nie pomyłka. Obecne w ustach, na zębach i języku bakterie, jeśli przenikną do krwiobiegu, mogą wywołać zatory.
– Innymi słowy, nie ma znaczenia, jak bardzo jesteś wysportowany, zdrowy i szczupły, zwiększasz ryzyko zachorowania na serce, jeśli masz zepsute zęby – mówił prof. Howard Jenkins z Uniwersytetu Bristolu podczas konferencji Towarzystwa Mikrobiologicznego w Dublinie. – Teraz uznajemy infekcje bakteryjne za niezależny czynnik ryzyka chorób układu krążenia. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia choroby serca są zabójcą numer jeden. Każdego roku z ich powodu umiera co najmniej 17 mln ludzi. – Usta są prawdopodobnie najbrudniejszym miejscem naszego ciała – powiedział Steve Kerrigan z Royal College of Surgeons w Dublinie. – Jeśli uszkodzone dziąsła sprawiają, że masz otwarte naczynia krwionośne, bakteria może się wedrzeć do krwiobiegu.
Jak mówili naukowcy, w ustach każdego człowieka znajduje się ok. 700 gatunków bakterii. Część nie jest dla nas niebezpieczna, niektóre są wręcz niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Ale inne mogą nam poważnie zaszkodzić – wywołać zatory w tętnicach, co może prowadzić nawet do zawału serca i udaru mózgu.
Badacze przeprowadzili eksperyment, podczas którego obserwowali, co się dzieje z bakteriami przedostającymi się z ust do naczyń krwionośnych. – Naśladowaliśmy ciśnienie krwi w naczyniach oraz w sercu i odkryliśmy, że bakterie wywołują zlepianie się płytek krwi. Płytki te całkowicie otaczają bakterie – tłumaczył Kerrigan.
Takie zlepianie się płytek krwi nie tylko grozi zawałem i wylewem, ale też chroni niebezpieczne bakterie przed działaniem antybiotyków oraz układu odpornościowego chorego. – To rzeczywiście wyjaśnia, dlaczego antybiotyki nie zawsze działają w leczeniu infekcji serca – przyznał prof. Jenkins.
W oddzielnych badaniach zespół Greka Seymoura z nowozelandzkiego Uniwersytetu Otago odkrył, że bakterie z jamy ustnej mogą wywoływać arteriosklerozę. Produkowane przez nie białka mogą zmylić układ odpornościowy człowieka. – Białe krwinki gromadzą się przy ścianach tętnic, wywołując ich stwardnienie – tłumaczył Grek Seymour”
Źródło: Ze świata nauki; 12-09-2008 [”Rzeczpospolita”]
.
Jeżeli masz problemy z zębami lub sercem - zapraszam do zapoznania się z informacjami na stronie Skarbnicy Zdrowia (kliknij)
.
Alergia na pyłki - dla mnie to przeszłość.
Posted by Jarosław Grzelak in Artykuły
Pamiętam jakby to było dzisiaj. Tego ranka świeciło słońce i zapowiadał się wspaniały letni dzień. Tak, byłby wpaniały gdyby nie … alergia, która właśnie tego lata postanowiła zagościć w moim organizmie.
Owszem byłem uczulony wcześniej na kilka rożnych rzeczy jednak nigdy nie na pyłki traw i roślin. Wynik testu był jednoznaczny - alergia na pyłki.
Cz było robić , w okresie pylenia częściej chodziłem do swojego alergologa i wdychałem sterydy, które powodowały, że mogłem w miarę normalnie funkcjonować. Nie wspominam ile złego zrobiły w moim organizmie - mówię tu o skutkach ubocznych leków.
W tym roku jednak (3 lata od wykrycia alergii) nie odwiedziłem swojego alergologa. Pewnie bym to musiał robić gdyby nie pewna rewolucyjna kuracja, której się poddałem przez 2 tygodnie.
Prawda, że niesamowite?….męczyłem się 3 lata , a wystarczyły 2 tygodnie aby pozbyć się choroby
Jak tego dokonałem? - przy pomocy specjalnie opracowanego programu na alergie zawartego w urządzeniu Digital Clark’s Zapper.
Nie ukrywam, że wielokrotnie urządzenie to uratowało moją skórę i jestem wdzięczny Pani Huldzie Clark oraz jej zespołowi, że urządzenie to ujrzało światło dzienne.
Osoby zainteresowane metodą dr Huldy Clark zapraszam na stronę główną www.SkarbnicaZdrowia.pl
PS.
“W Polsce pylenie roślin rozpoczyna się zwykle w pierwszej dekadzie lutego (leszczyna i olcha), choć przy sprzyjających warunkach pogodowych pyłek tych roślin może pojawić się w atmosferze już w połowie stycznia. W kwietniu powietrze nasycone jest pyłkiem brzozy, który jest najczęstszą przyczyną alergicznego nieżytu nosa i spojówek w okresie wiosennym. Okres pylenia drzew liściastych trwa do połowy maja, kiedy to kwitną dęby. Koniec maja, czerwiec i lipiec to okres pylenia traw (w tym zbóż - traw uprawnych). W sierpniu i wrześniu w atmosferze dominują ziarna pyłku roślin złożonych, w tym bylicy. “
Czy wiesz, że Polsce grozi epidemia otyłości i cukrzycy…
Posted by Jarosław Grzelak in Artykuły
Ponad 2 mln Polaków cierpi na cukrzycę, a nadwagę i otyłość, które są czynnikami ryzyka cukrzycy typu II, stwierdza się u ponad połowy naszych rodaków - alarmowali diabetolodzy na konferencji prasowej w Warszawie.
Jak szacuje Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), obecnie na świecie żyje 171 mln osób z cukrzycą, a do 2030 roku liczba ta może wzrosnąć ponad dwukrotnie. Co 10 sekund cukrzyca jest diagnozowana u kolejnych dwóch osób i co 10 sekund ktoś umiera z powodu jej powikłań. Dlatego WHO uznaje wzrost zachorowań na cukrzycę za epidemię XXI wieku.
Chodzi tu głównie o cukrzycę typu II, która dotyka ludzi w średnim i starszym wieku i jest spowodowana niewrażliwością tkanek organizmu na insulinę. Ta postać cukrzycy nie wymaga od razu leczenia insuliną. W Polsce liczbę chorych na cukrzycę szacuje się na 2 mln osób - przypomniał prof. Jacek Sieradzki, kierownik Katedry i Kliniki Chorób Metabolicznych Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Według eksperta, dane te są jednak zaniżone, bo w naszym kraju brak dobrych rejestrów na ten temat.
- Ponad połowa Polaków z cukrzycą nie wie o tym, że jest chora, bo choroba nie daje u nich żadnych objawów, takich jak zwiększone pragnienie, częste oddawanie moczu, spadek wagi - wyjaśniał prof. Sieradzki. Niestety, wykrywanie cukrzycy wtedy, gdy symptomy już wystąpią, jest spóźnione o jakieś 5 lat. Często dochodzi już wówczas do poważnych powikłań choroby, takich jak schorzenia układu sercowo-naczyniowego, choroba nerek, ślepota czy stopa cukrzycowa i związane z nią amputacje.
Trzeba pamiętać, że cukrzyca to jedna z głównych przyczyn inwalidztwa i umieralności. Cukrzycy żyją krócej i mają średnio 2- krotnie wyższe ryzyko zgonu z powodu chorób sercowo-naczyniowych oraz 3-krotnie wyższe ryzyko zgonu z powodu udaru mózgu niż w ogólnej populacji.
Dlatego w Polsce koniecznie trzeba stworzyć system czynnego poszukiwania i wykrywania cukrzycy - alarmował diabetolog. - Trzeba wystąpić do tych ludzi, którzy uważają się za zdrowych, ale są w podwyższonej grupie ryzyka, np. cierpią na otyłość, zwłaszcza brzuszną, mają rodzinne predyspozycje do cukrzycy - wymieniał.
Zdaniem eksperta, oprócz wczesnej diagnostyki Polska powinna poprawić też skuteczność leczenia cukrzycy, co pozwoli lepiej zapobiegać jej powikłaniom. Jak wynika z obliczeń, leczenie powikłań cukrzycy kosztuje 8 razy więcej niż dobre leczenie samej choroby. Niestety, w Polsce nikt nie analizuje długoterminowej opłacalności różnych metod leczenia. W rezultacie nasz kraj jako jedyny w Europie nie refunduje długo działających analogów insuliny, które pozwalają lepiej przewidywać reakcję organizmu cukrzyka i zabezpieczają go przed hipoglikemią w godzinach nocnych. Analogi te są wskazane dla chorych na cukrzycę typu I oraz pewnej grupy chorych z cukrzycą typu II.
Innym błędem jest fakt, że lekarze podstawowej opieki zdrowotnej nie mogą kierować cukrzyków na bezpłatne badanie hemoglobiny glikowanej, które jest podstawowym sprawdzianem dobrej kontroli cukrzycy. Leży to wyłącznie w gestii lekarza diabetologa. - Dziś już wiemy, że specjaliści nie są w stanie przeprowadzić programu prewencji cukrzycy, jej wczesnego wykrywania i skutecznego leczenia. Epidemii tej nie opanujemy bez pomocy lekarzy rodzinnych - zaznaczył prof. Sieradzki.
Dr Alicja Milczarczyk, diabetolog z Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie podkreśliła, że ogromną rolę w prewencji cukrzycy typu II odgrywa zapobieganie nadwadze. Jak wynika z badań, światowa epidemia cukrzycy jest ściśle związana z epidemią otyłości. Statystyki wskazują, aż 80 proc. cukrzyków cierpi na otyłość; jednocześnie zbyt duża masa ciała to problem blisko 1 mld dorosłych osób na świecie.
Wiadomo też, że już 5-10 procentowy spadek na wadze powoduje obniżenie poziomu glukozy we krwi i pozwala zmniejszyć dawki leków przeciwcukrzycowych - przypomniała dr Milczarczyk. Z kolei, wzrost masy ciała prowadzi do pogorszenia kontroli glikemii i wzrostu ryzyka groźnych powikłań cukrzycy.
Według diabetolog, WHO uznaje otyłość za chorobę, która wymaga leczenia, a nie wyłącznie za problem kosmetyczny. Leczenie otyłych osób powinno polegać przede wszystkim na zmianie stylu życia - mniej kalorycznej diecie, regularnym wysiłku fizycznym oraz na terapii psychologicznej. W szczególnych sytuacjach, przy bardzo dużej otyłości, można stosować farmakoterapię i leczenie operacyjne.
Źródło: (PAP)
.
Co możesz zrobić? - zastosuj specjalnie opracowany program przeciw cukrzycy - Digital Clark’s Zappera oraz oczyść krew przy pomocy Digital Silver Pulsera.
.
Szwajcarscy lekarze boją się o serca kibiców Euro 2008
Posted by Jarosław Grzelak in Ciekawostki
Szwajcarscy lekarze w trosce o serca kibiców wydali broszurę “Jak uniknąć zatrzymania pracy serca przy stresujących momentach, podczas meczów Euro 2008″.
Ulotka wydana została w języku niemieckim, francuskim i włoskim. Broszura ostrzega przed niebezpieczeństwem zatrzymania pracy serca związanego ze stresem, z wypiciem dużej ilości alkoholu, paleniem papierosów w stresujących chwilach, jedzeniem zbyt dużej ilości hamburgerów i braku ruchu.
Lekarze byli przerażeni wynikami badań przeprowadzonych podczas mistrzostw świata w Niemczech i opublikowanych w tym roku w magazynie “New England Journal of Medicine”. Badania potwierdziły iż stres związany z oglądaniem meczu podnosi dwukrotnie ryzyko zatrzymania pracy serca u mężczyzn, którzy palą i pili dużą ilość alkoholu przed meczem. Najbardziej narażeni są kibice którzy przeszli zawał, są znerwicowani oraz palą dużą ilość papierosów.
(PAP)
Woda w butelkach - moda czy konieczność?
Posted by Jarosław Grzelak in Artykuły
Plastikowe butelki z wodą towarzyszą nam na każdym kroku. Nadwyrężając kręgosłupy, znosimy je do domów całymi zgrzewkami. Niedopite butelki z wodą walają się na siedzeniach i podłodze co drugiego samochodu. Małe półlitrowe butelki nosimy ze sobą – na wszelki wypadek – w torbach i plecakach. W każdym kiosku, sklepie, kinie, nawet w księgarniach – wszędzie możemy kupić wodę w plastikowej butelce. Mało tego, fachowcy od reklamy skutecznie nas przekonali, że każda smakuje inaczej. Niepowtarzalnie.
O gustach jednak się nie dyskutuje. Za to można powołać się na fakty. W czasie szczytowej popularności francuskiej wody Perrier w Stanach Zjednoczonych jeden z twórców sukcesu firmy na amerykańskim rynku Bruce Nevins podczas radiowego wywiadu na żywo został poproszony o wskazanie, do którego z siedmiu postawionych przed nim kubków z wodą wlano Perrier. Trafił za piątym razem. O podobny test pokusiła się stacja telewizyjna ABC. Widzów programu „Good Morning America” poproszono o ocenę smaku kilku rodzajów niegazowanej wody stołowej. Niemal połowa biorących udział w tym badaniu wskazała jako najlepszą kranówkę – dokładnie tę z nowojorskiego wodociągu. Jedna czwarta postawiła na popularną w USA Poland Spring. Woda Evian przypadła do gustu tylko 12 procentom widzów.
Podobnych „testów w ciemno” przeprowadzono całą masę i zawsze ich efekty są podobne. Ludzie nie są w stanie odróżnić jednej wody stołowej od drugiej. A z tego wynika, że decydując się na kupno konkretnej marki, nie kierują się smakiem.
Kiedy obrzydła nam kranówka
W 2006 roku Amerykanie wydali więcej pieniędzy na butelkowaną wodę niż na bilety do kina. Łącznie 15 miliardów dolarów. Dzięki temu wspaniałemu osiągnięciu udało im się wyrzucić aż 38 miliardów plastikowych butelek o łącznej wartości około miliarda dolarów. Do wyprodukowania takiej ilości plastiku trzeba było zużyć półtora miliona baryłek ropy naftowej (nie licząc paliwa, które pochłonął jej transport). Jak wyliczył dziennikarz biznesowego magazynu „Fast Company” Charles- Fishman, to wystarczająco dużo, żeby napędzać przez rok sto tysięcy samochodów.
Fishman to znany amerykański autor tekstów demaskujących działania wielkich koncernów. Bestsellerem była jego książka „The Wal‑Mart Effect”, w której opisał sposoby działania największej na świecie sieci supermarketów. W zeszłym roku opublikował obszerny raport na temat rzeczywistych kosztów społecznych i środowiskowych butelkowania wody. Jak to się stało, dopytuje Fishman, że pokolenie wychowane na wodzie kranowej nagle zaczęło kupować miliardy litrów wody w butelkach, mało tego – uczyć nowe pokolenie strachu przed piciem tej niebutelkowanej? Dlaczego jesteśmy gotowi wydawać majątek na produkt, który wciąż możemy mieć niemal za darmo?
W tym miejscu warto zauważyć, że Amerykanie mają bodaj najlepszą, spełniającą wysokie standardy sanitarne kranową wodę na świecie. Wydaje się więc, że powinni mieć o wiele mniejsze średnie zapotrzebowanie na butelkowaną wodę niż na przykład Polacy. Okazuje się jednak, że popyt na butelkowaną wodę zupełnie nie zależy od podaży wody z miejskich wodociągów o tej samej – a czasem nawet wyższej – jakości.
Kiedy Polacy uznali butelkowaną wodę stołową za produkt pierwszej potrzeby? Nie trzeba długo się zastanawiać. Odpowiedź jest nadspodziewanie prosta – zaczęliśmy ją kupować wtedy, kiedy poczuliśmy, że nas na nią stać. Jakość wody kranowej w PRL nie była wyższa od tej, którą mamy dzisiaj, jednak wtedy nikomu nie przychodziło nawet na myśl kupowanie wody stołowej. Owszem, piliśmy butelkowane wody, ale gazowane lub zdrowotne. Kranówka obrzydła nam do reszty dopiero w latach 90. Czy dlatego, że razem ze zmianą ustroju zmienił nam się także smak? Bardzo wątpliwe.
W Polsce zadziałały dokładnie te same mechanizmy, które w latach 70. i 80. wypromowały butelkowaną wodę na Zachodzie. Moda narodziła się na Starym Kontynencie, jednak dopiero za oceanem, dzięki efektowi skali, rozwinęła skrzydła i zmieniła się w niezwykle dochodowy przemysł.
Woda zamiast pepsi
Amerykanów picia butelkowanej wody nauczyli Francuzi. Jeszcze trzydzieści parę lat temu w Stanach Zjednoczonych naprawdę mało kto się domyślał, że butelkowanie zwykłej wody może stać się złotym interesem. Przedstawiciele francuskiej firmy Perrier sprzedającej mineralną wodę ze źródła znanego ponoć już w czasach rzymskich (w okolicach dzisiejszego Nimes) stawiali pierwsze kroki w Stanach Zjednoczonych w połowie lat 70. Ameryka była idealnym miejscem do ekspansji, bo już wówczas istniał tam wielki rynek napojów gazowanych. Francuzi zaczęli więc od przekonywania, że zamiast coli lub pepsi równie dobrze, a nawet lepiej, jest wypić do obiadu wodę z butelki Perrier.
Zastosowano dobrze przemyślaną strategię marketingową. Żeby na trwałe utożsamić markę ze zdrowym trybem życia, Perrier zaczął sponsorować amerykańskie maratony. Następnym celem strategicznym było skojarzenie wody Perrier z celebrities. Francuski produkt reklamował sam Orson Welles. A Andy Warhol butelki Perriera uwiecznił na plakacie. Sukces był ogromny. W 1978 roku sprzedaż sięgnęła 20 milionów dolarów, następnego roku wzrosła do 60 milionów. Wkrótce na amerykańskim rynku pojawił się Evian. Ta firma jako pierwsza zalała USA wodą w plastikowych butelkach. I tak otworzyły się drzwi dla nowej, gigantycznej gałęzi przemysłu. Dzisiaj Amerykanie piją więcej butelkowanej wody niż kawy, mleka i piwa. Ale nie tylko oni.
Od 1984 do 2005 roku konsumpcja butelkowanej wody na świecie wzrosła aż tysiąckrotnie! I wciąż pnie się w górę. Globalny przemysł butelkujący czystą wodę jest już wielkości połowy globalnego przemysłu produkującego smakowe napoje gazowane. Reklama zrobiła swoje. Woda w butelce okazała się nie tylko zdrowa, ale także trendy-. Przede wszystkim jednak okazała się horrendalnie- droga. Czy wobec tego można ją uznać za towar luksusowy?
Charles Fishman przekonuje, że jak najbardziej. Na dowód podaje przykład z San Francisco. To miasto czerpie wodę ze źródła w Parku Narodowym Yosemite. Jej jakość jest tak wysoka, że nie trzeba jej w ogóle filtrować. Mieszkając we Frisco, wystarczy odkręcić kran, żeby napić się wody wyśmienitej jakości. Tymczasem jak wyliczył amerykański dziennikarz, jedna butelka wody Evian kosztuje tyle, ile jej codzienne jednorazowe napełnianie wodą miejską z wodociągów San Francisco przez… ponad 10 lat.
Miliard ludzi cierpi z pragnienia
Schłodzoną wodę w małej plastikowej butelce Fishman podnosi do rangi symbolu amerykańskiego handlu. Jeśli dobrze się przypatrzeć, trudno odmówić mu racji. Ogromny przemysł wsparty na sprytnych mechanizmach promocyjnych pracuje tylko po to, aby dostarczać ludziom- towar, który mają na co dzień pod ręką – i to setki, jeśli nie tysiące razy taniej. Czy w modelu handlu butelkowaną wodą nie odbijają się jak w lustrze wszystkie grzechy hedonistycznego konsumpcjonizmu naszych czasów? Dlaczego jednak ograniczać tę ocenę tylko do Ameryki? Handel wodą zapakowaną w butelki ma zasięg globalny. Tak samo jak globalny jest problem dostępności wody dla każdego.
Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) co szósty mieszkaniec naszej planety cierpi z powodu pragnienia i chorób wywołanych spożywaniem zanieczyszczonej wody. To znaczy, że miliard ludzi ma problem z ugaszeniem pragnienia wodą spełniającą podstawowe normy czystości. Jedynie 2 procent z nich żyje w Europie, prawie 30 procent w Afryce i aż ponad 60 procent w Azji. Jaka jest szansa, że butelkowana woda produkowana dla bogatego świata trafi do naprawdę potrzebujących? Niewielka. Sporadyczne akcje humanitarne nie rozwiążą problemu.
Kiedy inni cierpią z pragnienia, my, ludzie bogatszego świata, wybierając wodę do picia, możemy do woli przebierać i wybrzydzać. Oczywiście można się krzywić na takie porównania, a nawet nazywać je demagogią, nie sposób jednak przejść obojętnie obok jednego faktu. Jeśli tylko mamy ochotę, jesteśmy w stanie bez problemu kupić wodę z dowolnego miejsca w swoim kraju, a nawet w tym samym sklepie znaleźć wodę z kilku naprawdę dalekich miejsc na świecie. Zwykle nie mamy czasu zaprzątać sobie głowy myślą o tym, jak długą drogę musiały przebyć niektóre butelki, żeby trafić do supermarketu w naszej dzielnicy. A szkoda. Bo to, z jakiego źródła pochodzi butelkowana woda, jest naprawdę ważne. Ale wcale nie z powodu różnicy w smaku.
Najmodniejsza woda w Stanach Zjednoczonych to dzisiaj FIJI Water reklamująca się hasłem „Untouched by Man” („Nietknięta przez człowieka”). Woda rzeczywiście jest butelkowana na jednej z wysp Fidżi, a jej produkcja sięga około miliona butelek dziennie i trafia głównie na amerykański rynek. W efekcie Amerykanin z Kalifornii łatwiej może ugasić pragnienie czystą wodą wypływającą z tropikalnej dżungli na Fidżi niż mieszkaniec tego kraju. Warto bowiem wiedzieć, że ponad połowa obywateli Fidżi nie ma dostępu do bezpiecznej wody pitnej.
Tymczasem najwyraźniej bardziej się opłaca transportować wodę z wysp na dalekiej Oceanii do USA, niż sprzedawać ją na miejscu. Ale to wcale niejedyna droga, którą muszą pokonać butelki FIJI Water. Bo najpierw puste płyną na Fidżi, a później napełnione wodą dopiero płyną z Fidżi. W swoim raporcie Charles Fishman odkrył jeszcze jedną wstydliwą tajemnicę producenta tej wody. Do butelkowania przez 24 godziny na dobę potrzeba dostaw prądu przez 24 godziny na dobę. Niestety, na wyspach Fidżi jest z tym poważny problem, a fabryka nie może sobie pozwolić na przerwy. Stać ją jednak na samo-wystarczalność. Kiedy brakuje prądu, włączają się olbrzymie generatory zasilane… silnikami Diesla, oczywiście na ropę. Ten drobny szczegół nie przeszkadza firmie reklamować swojego produktu jako wody pochodzącej „z miejsca nietkniętego przez człowieka, z samego serca dziewiczego lasu deszczowego, dalekiego od zanieczyszczeń, tysiące mil od najbliższego kontynentu”.
Po publikacji magazynu „Fast Company” kierownictwo FIJI Water wpadło w popłoch. Natychmiast przygotowano kampanię mającą utożsamić markę z ekologią. Silniki spalinowe już w 2009 roku mają zastąpić wiatraki, a ciężarówki rozwożące wodę z Fidżi po Stanach Zjednoczonych będą niedługo jeździły na ekologicznym biopaliwie. Firma zapowiedziała także wymianę butelek i skrzynek na takie, które będą zawierały mniej plastiku. Niesłychane, jaką siłę potrafi mieć słowo. Przymuszona czy nie, ważne, że FIJI Water stanie się bardziej ekologiczna. Jednak główny problem wcale nie tkwi w kilku silnikach spalinowych pracujących w dżungli, ale w odległości. Im dalej trzeba transportować towar, tym większa szkoda dla środowiska związana zarówno ze stratami energii, jak i emisją dwutlenku węgla do atmosfery.
Racjonalny z ekonomicznego punktu widzenia przewóz towarów często z ekologicznego punktu widzenia okazuje się całkowicie irracjonalny i bardzo szkodliwy dla środowiska. Oczywiście nie dotyczy to jedynie transportu butelkowanej wody. Ten przypadek jest jednak szczególnie bulwersujący. Przewożenie na dalekie odległości milionów ton produktów, które w 99 procentach nie różnią się między sobą niczym oprócz opakowania i etykiety, jest wyjątkowo nieetyczne. Dlatego stojąc przed regałem z wodą, warto się zastanowić, jaką drogę musiały pokonać poszczególne butelki, żeby trafić do naszych rąk.
Plastik czy szkło
Kolejny problem ekologiczny związany z butelkowaniem wody to same butelki. Dziś w znakomitej większości produkowane z politereftalanu etylenu (PET), materiału, który sam w sobie nie zatruwa środowiska, bo nie emituje żadnych szkodliwych substancji, ale jego produkcja już owszem. Najgorsze jednak jest to, że opakowania PET w błyskawicznym tempie zaśmiecają świat. Plastikowe butelki są jednym z najbardziej kłopotliwych śmieci dzisiejszych czasów. Ale to nie one są wszystkiemu winne. Opakowania PET podlegają w całości procesowi recyklingu. To my zaśmiecamy środowisko, nie butelki.
W Stanach Zjednoczonych zaledwie 23 procent butelek PET trafia do ponownego przetworzenia. A w Polsce? Optymistycznie szacuje się, że około 17 procent. O wiele lepiej jest w Europie Zachodniej, gdzie śmieci segreguje się na masową skalę, a ponadto wiele butelek PET trafia do ponownego napełnienia. System zwrotnych butelek plastikowych przez pewien czas funkcjonował także w Polsce. Niestety, nie przyjął się. Tymczasem w Niemczech większość napojów dostępnych w sklepach można kupić tylko w opakowaniach zwrotnych – szklanych lub plastikowych. Która butelka jest „bardziej ekologiczna”? Oczywiście każda zwrotna jest o niebo lepsza od jednorazowej – pod warunkiem że nie zostanie od razu wyrzucona do śmietnika. Plastikowa butelka zwrotna jest jednak pięć razy lżejsza od szklanej o tej samej pojemności, a to oznacza, że do jej transportu trzeba wydatkować o wiele mniej energii. Ponadto butelka PET, jako nietłukąca się, ma większe szanse na dłuższe życie niż szklana. Okazuje się więc, że plastikowe opakowania wcale nie muszą być nieekologiczne. Wszystko zależy od sposobu ich wykorzystania.
W Polsce wszystkie opakowania PET są, niestety, jednorazowe. Co z nimi robić? Po pierwsze – i najważniejsze – segregować. Po drugie, obowiązkowo zgniatać przed wyrzuceniem (ci, którzy lubią gadżety, mogą sobie nawet kupić specjalną zgniatarkę). Jest jeszcze jedna rzecz, o której trzeba bezwzględnie pamiętać – nigdy nie wolno wyrzucać niezgniecionych i do tego zakręconych pustych butelek! Taki śmieć zajmuje nieproporcjonalnie dużo miejsca do swojej wagi. A opakowania PET są bardzo wytrzymałe (żeby się o tym przekonać, wystarczy spróbować zgnieść zakręconą butelkę pełną powietrza). Jednak najlepszym sposobem na walkę z problemem butelkowanej wody jest po prostu… jej niekupowanie.
Wystarczy bidon i filtr
Na koniec obalimy kilka największych mitów. Zwykła woda butelkowana wcale nie jest lepsza dla zdrowia niż spełniająca normy sanitarne woda kranowa. Nieprawda, że większość rodzajów wód w butelkach ma więcej minerałów od wody, która płynie w wodociągach – wiele sprzedawanych wód źródlanych zawiera o wiele mniej minerałów niż kranówka.
Przekonanie o tym, że o złej jakości wody z wodociągu świadczy kamień osadzający się w czajniku, jest kolejnym stereotypem – miękka woda wcale nie jest zdrowa. Nie warto wierzyć producentom przekonującym, że w ich wodzie nigdy nie ma bakterii. A woda niegazowana nie jest pod tym względem zdrowsza od gazowanej – przeciwnie, w wodzie gazowanej zawsze będzie mniej bakterii, bo zabija je dwutlenek węgla. Popularne wody smakowe nie mają nic wspólnego ze zdrowym trybem życia, są po prostu aromatyzowane. Tymczasem przepisy nie pozwalają na aromatyzowanie prawdziwej wody mineralnej (dobra woda mineralna to taka, która zawiera w jednym litrze co najmniej od 50 do 100 miligramów magnezu i powyżej 150 miligramów wapnia, przy czym wapnia powinno być co najmniej dwa razy więcej niż magnezu).
Mało kto zdaje sobie sprawę, że normy sanitarno‑chemiczne dla butelkowanych wód źródlanych są identyczne jak normy każdej innej wody przeznaczonej do spożycia, a więc także tej płynącej prosto z kranu. Tak naprawdę od zwykłej kranówki wyczuwalnie różnią się tylko prawdziwe wody mineralne. Tych jednak na rynku jest mniejszość.
Spośród kilku setek wytwarzanych w Polsce wód butelkowanych prawie 30 można nazwać mineralnymi. Kupowanie pozostałych tak na-prawdę mija się z celem, ponieważ niczym (poza ceną) nie różnią się od dobrej kranówki. Choć trzeba przyznać, że jakość wody w polskich wodociągach w wielu miastach pozostawia wiele do życzenia. Jak w tej sytuacji można namawiać ludzi do rezygnacji z kupowania bezpiecznej, butelkowanej wody stołowej? Zwyczajnie. Aby uzdatnić wodę z kranu, wystarczy przepuścić ją przez filtr domowego użytku. Jeśli chcemy być ekologiczni, rezygnujmy z kupowania wody nabitej w butelkę. Zamiast góry niepotrzebnego plastiku wystarczy jeden dobry bidon.
Arkadiusz Bartosiak
Autor jest redaktorem serwisu ekologicznego Wiecejtlenu.pl
“Przekrój” nr 17-18/2008
Alergia - choroba cywilizacyjna
Posted by Jarosław Grzelak in Ciekawostki
Czy wiesz, że…
Alergia to coraz szybciej rozprzestrzeniająca się choroba cywilizacyjna.
Ocenia się, że co 10-ty mieszkaniec Ziemi cierpi na jakąś formę alergii. Statystyki są jednak jeszcze bardziej zatrważające – w 2010 roku praktycznie co 2 człowiek na świecie będzie na coś uczulony.
Na rozwój tej choroby ma wpływ wiele czynników, a wśród nich czynniki genetyczne. Przykładowo, prawdopodobieństwo wystąpienia alergii u dzieci zdrowych rodziców wynosi ok. 12%. Jednak, gdy na alergię cierpi matka, wzrasta ono aż do 60%, a gdy uczulenie dotyczy i ojca – ryzyko wystąpienia tej choroby wzrasta do 70-80%!
Inne, równie ważne czynniki alergizujące, to oczywiście efekty postępu cywilizacyjnego, w tym przede wszystkim wzrost zanieczyszczenia powietrza oraz spożycia żywności wysokoprzetworzonej. Z tego wynika, że alergia przeważa w społeczeństwach wysokorozwiniętych, zaś w krajach biednych skala tych dolegliwości jest znacząco mniejsza.
Źródło: Calivita
Jak walczyć z alergią możesz dowiedzieć się TUTAJ
Pozbądź się nagromadzonych zimą toksyn.
Posted by Jarosław Grzelak in Artykuły
Ostatnio wiele mówi się o zakwaszeniu organizmu, które sprzyja rozwojowi poważnych chorób. Z powodu niewłaściwego stylu życia, diety i wpływu środowiska problem ten dotyczy każdego z nas. Prowadzi do modyfikacji środowiska wewnętrznego, dając zielone światło chorobom; zmienia się równowaga pH, co wpływa również na prawidłowe procesy fizjologiczne – słabną mechanizmy obronne organizmu. Gdy jesteśmy w pełni zdrowia, posiadamy odpowiednie rezerwy alkaliczne do naszej ochrony. Długotrwałe zakwaszenie pozbawia organizm składników mineralnych (wapnia, sodu, potasu i magnezu) z ważnych narządów i kości – w ten sposób organizm buforuje (neutralizuje) i usuwa ze swojego wnętrza kwaśne produkty przemiany materii. Początkowo proces zakwaszenia przebiega bezobjawowo, ale po pewnym czasie dochodzi do poważnego uszkodzenia organizmu.
Według dr Lyndy Farsetto z The California University (UCLA), zajmującej się równowagą kwasowo-zasadową, nasz organizm prowadzi „wojnę” o wątpliwym wyniku, w której zużywa wszystkie swoje rezerwy. W efekcie prowadzi to do uszkodzenia nerek i wątroby – naszych najważniejszych narządów odtruwających. Badając grupę około 100 starszych osób odkryła, że zamiast usuwać kwaśne toksyny przez nerki, gromadzimy je w tkance tłuszczowej – w ten sposób nasz organizm chroni istotne narządy przed zakwaszeniem; jednak w międzyczasie rozwijają się takie choroby jak rak, cukrzyca, problemy ze stawami i wiele innych patologii.
W 1933r. dr William Howard stwierdził, że choroby są wywołane autointoksykacją narządów, która jest efektem akumulacji w organizmie kwaśnych produktów przemiany materii. Dr George W. Crile powiedział: „Nie ma naturalnej śmierci. Każdy zgon, którego ukryta przyczyna jest rzekomo naturalna, jest końcowym punktem zaawansowanego zakwaszenia”.
Dr Theodore A. Baroody napisał w swojej książce, zatytułowanej „Alkalize or Die!”, że: „Bez względu na to, jak wielu chorobom nadamy imię, ich korzeni w równej mierze należy szukać w zakwaszeniu organizmu”.
Według Sanga Whang, autora książki zatytułowanej „Reverse Aging”, nawet jeśli spożywamy najlepszą, naturalną żywność czy warzywa i owoce z naturalnych upraw, to 97% naszej żywności zawiera azot, wodór i tlen, tak więc wciąż gromadzą się kwaśne produkty przemiany materii. To jest właśnie ten proces, który prowadzi do starzenia. Autor wspomina o dobrej i złej żywności. Na nieszczęście, tradycyjne pokarmy również są zakwaszające. Człowiek potrzebuje żywej, pełnej, alkalicznej, zielonej żywności. „Dobry” pokarm zawiera mniej kwaśnych, a więcej neutralizujących substancji. Ponadto, z trudem możemy znaleźć produkty pozbawione pozostałości sztucznych nawozów i środków ochrony roślin, ponieważ wiatr i deszcz przenoszą toksyny z jednych upraw na inne. Dlatego możemy stwierdzić, że w dzisiejszych czasach w naszym środowisku praktycznie nie istnieją 100% bioprodukty.
A zatem, zakwaszenie organizmu to bezpośredni efekt naszej żywności, stresu i procesów metabolicznych. Bezpośrednio poprzez krążenie limfatyczne obciąża nerki, które są w stanie usunąć nadmiar kwaśnych produktów tylko przez pewien czas. Stres, poprzez działanie adrenaliny, również obniża skuteczność alkalizacji. W związku z zakwaszeniem, sieć naszych naczyń krwionośnych nieustannie „koroduje”. Ponieważ za ich pośrednictwem powiązane są ze sobą komórki organizmu, uszkodzenie rozprzestrzenia się na cały organizm.
Alkaliczna woda jonizowana świetnie alkalizuje organizm; pomaga zdrowo zarządzać równowagą kwasowo-zasadową naszego organizmu. Ogólnie można powiedzieć, że alkaliczna woda jonizowana to idealny sposób na oczyszczenie każdego miejsca w organizmie. Ten rodzaj wody jest w stanie przepłukać nasze narządy od wewnątrz i usunąć zmagazynowane szkodliwe substancje.
A zatem, poprzez picie wody alkalicznej możemy przerwać czy nawet odwrócić proces zakwaszania naszego organizmu.
Źródło: Dr József Kohán; „Biologicznie aktywna woda – rola w organizmie człowieka”; Nutrition & Health, rocznik 11, nr 1 (40), CaliVita, Marzec 2008
Srebro koloidalne - naturalny antybiotyk.
Posted by Jarosław Grzelak in Artykuły
Znane od ponad 90 lat srebro koloidalne uważane jest za naturalne lekarstwo.
Srebro uznaje się za tak unikalne i efektywne we wzmacnianiu ludzkiego systemu odpornościowego, że nie powinniśmy ignorować tych jego zalet. Zwłaszcza, że nie jest wykluczone, iż może ono stać się naszą najlepszą bronią w zwalczaniu “super zarazków”, wirusów-mutantów, morderczych mikrobów stosowanych przez bio-terrorystów i innych śmiertelnych plag XXI wieku.
Srebro koloidalne można w domowych warunkach wyprodukować np. Silver Pulserem . Elektrody dołączone do urządzenia starczają na wyprodukowanie ok.250 litrów. Warto tu powiedzieć, że litr gotowego srebra koloidalnego kosztuje ponad 100 zł. Do produkcji wystarczy woda destylowana i Silver Pulser.
Srebro koloidalne jest roztworem o działaniu przeciwbakteryjnym, przeciwwirusowym i grzybobójczym. Służy do użytku wewnętrznego i zewnętrznego.Jest naturalnym antybiotykiem: efektywnym, łagodnym i nietoksycznym. Te mikroskopijne cząsteczki srebra nie akumulują się w organizmie i zostają w ciągu kilku dni wydalone. Jeśli antybiotyk eliminuje około 6-7 szkodliwych bakterii, to srebro koloidalne niszczy ponad 650 chorobotwórczych bakterii, wirusów, grzybów i pleśni. Cząsteczki srebra nie atakują mikroorganizmów bezpośrednio. Działają one tak jak katalizator i nie są w tym procesie konsumowane. Ich działanie polega na dezaktywacji enzymu, którego jednokomórkowe bakterie, wirusy i grzyby używają w metabolizmie tlenowym. Na skutek tego procesu wspomniane szkodliwe mikroorganizmy obumierają w ciągu 6 minut. I prawdopodobnie dlatego przez ten pośredni proces, bakterie nie są w stanie rozwinąć odporności na cząsteczki srebra, tak jak dzieje się to w przypadku antybiotyków. Srebro koloidalne jest jedyną formą tego metalu szlachetnego, która może być użyta bezpiecznie jako dodatek.
Srebro koloidalne nie pozostaje we krwi dłużej niż 5 minut po jego podaniu. Srebro odkłada się w komórkach systemu siateczkowo-śródbłonkowego, zwłaszcza w wątrobie i śledzionie, a także w pewnej ilości w węzłach chłonnych. Komórki siateczkowo-śródbłonkowe są częścią układu odpornościowego. Są one czyścicielami organizmu pochłaniającymi obcą materię, odpady komórkowe, atakujące zarazki itp. Komórki te pochłaniają również cząsteczki koloidalnego srebra uznając je za obcą materię. Po neutralizacji srebro jest następnie składowane w owych komórkach. A że komórki te pożerają i wchłaniają również atakujące zarazki, te ostatnie trafiają w bezpośredni zasięg cząsteczek srebra. Gdy do tego dochodzi, zarazki padają ofiarą bakteriobójczych właściwości cząsteczek srebra. Wydaje się oczywiste, że srebro jest znacznie bardziej toksyczne dla bezjądrowych komórek i wirusów niż dla ludzkich (posiadających jądro) komórek.
Krytycznymi czynnikami decydującymi o wysokiej jakości koloidalnego srebra są rozmiary jego cząsteczek, czystość i stężenie, przy czym rozmiar jest najważniejszy, im mniejszy tym lepiej. Jedyną metodą autorytatywnego określenia tych trzech czynników jest analiza laboratoryjna. Rozmiary cząsteczek można dokładnie określić tylko za pomocą mikroskopu elektronowego o dużej rozdzielczości.
Przeczytaj więcej o możliwości leczenia z wykorzystaniem srebra koloidalnego: KLIKNIJ
Źródło: Merlin
Witamina C - dlaczego tak bardzo jest potrzebna.
Posted by Jarosław Grzelak in Artykuły
Witamina C pełni istotną rolę w funkcjonowaniu układu immunologicznego, a jej niedobór osłabia siły obronne organizmu. W licznych badaniach wykazano, że wykazuje ona działanie ochronne w nowotworach złośliwych, szczególnie przełyku, żołądka, jelita, odbytu, piersi i szyjki macicy. Jest to przede wszystkim efekt wychwytywania wolnych rodników tlenowych, blokowania reakcji nitrozowania azotanów do nitrozoamin i utrzymywania homeostazy środowiska wewnątrzkomórkowego.
§ Osoby, które spożywają małe ilości produktów bogatych w witaminę C, są ponad dwukrotnie bardziej narażone na zachorowanie na nowotwory przełyku, w stosunku do osób spożywających duże ilości tych produktów.
§ Według Tseng i wsp. u osób spożywających witaminę C w dawkach 203-2322 mg na dobę występuje znacznie niższe ryzyko wystąpienia dysplazji jelita i odbytu w stosunku do osób o najniższej konsumpcji (10-88 mg na dobę).
§ W trwającym 25 lat badaniu przeprowadzonym w Holandii wykazano, że dla mężczyzn powyżej 55 r. ż. palących więcej niż jedną paczkę papierosów dziennie, spożywających małe ilości produktów zawierających witaminę C i nie stosujących suplementacji tego składnika, ryzyko zgonu z powodu nowotworu złośliwego płuca wynosi 25%. Dla osób palących takie same ilości papierosów, ale spożywających dużo produktów bogatych w witaminę C i stosujących preparaty witaminowe, analogiczne ryzyko wynosi 7%.
§ Według badań przeprowadzonych w Nowym Jorku, kobiety spożywające w swojej diecie mniejsze ilości witaminy C są narażone na wyższe ryzyko rozwinięcia się u nich dysplazji szyjki macicy (stan przednowotworowy).
§ W analizie 12 badań typu case-control dotyczącego wpływu witaminy C na ryzyko zachorowania na nowotwory złośliwe piersi, wykazano 37% spadek zagrożenia rakiem u kobiet po menopauzie, spożywających duże ilości kwasu askorbinowego. Dla kobiet przed menopauzą spadek ryzyka wynosił 15%.
§ U dzieci matek, które w czasie ciąży przyjmowały preparaty witaminowe zawierające witaminę C, zaobserwowano obniżone ryzyko zachorowania na nowotwory mózgu
Opracowano na podstawie:
P. Bury, D. Godlewski, P. Wojtyś Współczesna Onkologia, 1999; 3 (5); 183-187
Woda - źródło życia
Posted by Jarosław Grzelak in Ciekawostki
Czy wiesz, że….
Ponad 80% chorób jest zawiązanych ze złą jakością wody pitnej.
Organizm ludzki zawiera około 70% wody.
Dzienne zapotrzebowanie organizmu na wodę wynosi 2,6 litra.
Mniej więcej w ciągu 20 dni wymieniamy zawartość wody w naszym ciele.
Już nawet niewielkie odwodnienie sprawia, że:
- Twój metabolizm zwalnia
- czujesz się zmęczony, rozdrażniony
- cierpisz z powodu bólów głowy, zaparć
- pojawiają się kłopoty ze snem
Zapotrzebowanie człowieka na wodę zależy od wielu czynników, m.in. od:
- wieku
- aktywności fizycznej
- temperatury otoczenia
- wilgotności powietrza
- rodzaju przyjmowanych leków
- czynności nerek
Kilka praktycznych rad:
- nie czekaj aż pojawi się pragnienie
- płyny uzupełniaj często, przyjmując je w małych porcjach 100 – 150 ml (większe ilości wody są szybciej wydalane przez nerki)
- na każdą 1 kcal pożywienia Twój organizm potrzebuje 1 ml wody
- zaspokojenie pragnienia nie zawsze jest dobrym wskaźnikiem uzupełnienia powstałych strat wody
Dodatkowo spraw aby Twoja woda dodawała Ci energii - stosuj ADR-4
Czy wiesz jak sprawić aby Twoja woda była zdrowa?……KLIKNIJ